Czytelnia

Dlaczego mój trening stoi w miejscu? – cz 2 : przeszkadzający wpływ błędów dosiadu

W pierwszej części przyjrzeliśmy się temu, co powinno dziać się na każdym treningu, żeby powodować postęp. (Dlaczego mój trening stoi w miejscu – cz. 1 czyli: pokochaj nielubiane). Dzisiaj pod lupę weźmiemy dosiad.

Pracujesz ciężko, ćwiczysz regularnie, masz wyznaczony cel i sporządzony plan treningowy, wykonujesz przeróżne ćwiczenia mające poprawić w koniu to czy tamto, a jednak wciąż wszystko wygląda dość odlegle od upragnionego ideału? Całkiem możliwe, że Twoje ciało w siodle – najzwyczajniej na świecie, choć niektórym trudno to sobie wyobrazić – przeszkadza, utrudnia lub wręcz uniemożliwia koniowi poruszanie się w określony sposób czy wykonanie jakiegoś ruchu.

Najczęściej obserwowanym przeze mnie błędem popełnianym przez jeźdźców  jest brak równowagi w siodle, tzn. stopy (stopki strzemienia) nie znajdują się w linii prostej pionowej pod środkiem ciężkości jeźdźca, czyli pod jego miednicą. Zwykle niekorygowany przez trenera / osobę z ziemi dosiad przybiera postać fotelową – nogi znajdują się przed wspomnianą wyżej linią. Niby taki podręcznikowy drobiazg, wycinek teorii, o którym wszyscy słyszeli, ale niewielu na własne oczy widziało 😉  – co tam łydka tuż za popręgiem, koń ma robić ciągi i kłusy wyciągnięte! Otóż okazuje się, że równowaga w strzemionach ma ogromne znaczenie dla sposobu poruszania się naszego konia. Oczywiście są konie, które z braku wyjścia przywykły do nieprawidłowego dosiadu i jakoś sobie z nim radzą (najbardziej jaskrawy przykład – konie szkółkowe), nam jednak nie do końca o to chodzi. Siedząc w siodle fotelowo po pierwsze nasza łydka jest w nieprawidłowym miejscu (na lub nawet przed popręgiem) – do sygnałów nią wydawanych koń może jako tako przywyknąć, natomiast po drugie – siedzimy ciężko i zawsze „za ruchem” konia – cały nasz ciężar ciała spoczywa tylko w siodle, zamiast być w znacznej części „dźwigany” mięśniami nóg, a nasze plecy niejako nie nadążają za ruchem konia, pozostając za nim. Co to oznacza dla konia? Ciężkie anglezowanie czy ciężki pełny siad w galopie lub kłusie prawie zawsze spowoduje opuszczenie grzbietu przez konia (jak ma niby podnieść grzbiet, skoro tam są nasze cztery litery?). Po drugie – odchylony za mocno do tyłu tułów jeźdźca zawsze będzie konia „hamował”, zamiast pozwalać mu iść naprzód. Tak „przygnieciony” naszym fotelowym dosiadem koń, popędzany mozolnie łydką czy batem, otrzymuje sprzeczne sygnały – łydka mówi „idź”, dosiad mówi ”hamuj”.   Zdecydowanie trudno w takim przypadku o harmonię pomiędzy jeźdźcem a koniem oraz o piękny, pełen gracji i energii ruch do przodu! I nie mam tu na myśli tylko masywnych jeźdźców, czy tych z nadwagą, również lekka amazonka, siedząca „za ruchem konia”, znacznie ograniczy jego dążność do ruchu naprzód. Na koniu powinno się „stać”, a nie rozsiadać się jak w wygodnej kanapie.

Drugą zmorą dosiadową, często wyniesioną ze szkółek jeździeckich, których poziom z reguły wszędzie jest podobny (czyli żaden), jest „zaciśnij kolanka na siodle”. Raz tego zaciskania kolanek nauczeni za nic nie dajemy się przekonać, aby oprzeć ciężar ciała na strzemionach, a nie poduszkach kolanowych. W efekcie zduszamy konia udami, zamiast pozwolić mu swobodnie poruszać się naprzód. Aby lepiej zrozumieć ten mechanizm, wyobraź sobie wszystkie pomoce, których użyjesz do zatrzymania z kłusa, a więc: siadasz głębiej w siodło, naciskasz „krzyżem” siodło, zamykasz uda i łydki na koniu, zamykasz rękę. W ten sposób koń zatrzymuje się zamknięty w naszych pomocach. Stąd wniosek, że aby ruszyć naprzód, czy też pozwolić koniowi się poruszać, należy użyć pomocy odwrotnych do tych opisanych do zatrzymania, a więc: siedzieć lekko, z rozluźnionym „krzyżem”, luźnych (tj. nie zaciśniętych) udach i łydkach, lekko przymkniętą ręką. Najważniejsze, to zdać sobie sprawę z tego, że całą równowagę łapiemy zaciskając kolana na siodle oraz jak fatalne skutki przynosi to naszemu treningowi. I znów mamy błędne koło: łydka (a w skrajnej sytuacji: pięta, palcat, bat, ostroga) mówią koniowi: „no rusz się ty leniu”, nasze zaciśnięte jak imadło kolana mówią : „stój i nigdzie nie idź”.

Kolejnym aspektem, bardzo często pomijanym zwłaszcza przez osoby jeżdżące bez trenera, są wszelkiego rodzaju asymetrie. Jedno ramię wyżej i do przodu, drugie niżej i do tyłu. Jedno biodro bardziej wysunięte wprzód niż drugie. W efekcie jedna nóżka stale, uporczywie  wędruje sobie do tyłu. Oczywiście nasze konie są tak poczciwe, że i do takiego dosiadu udaje im się z czasem przywyknąć, jednak rozważając, dlaczego nasz trening nie może wyjść poza magiczną kl. L, ewentualnie P, warto zdać sobie sprawę, że nie jest możliwa praca nad wyprostowaniem u konia i korekta jego asymetrii, z radością pielęgnując swoje własne. W tym przypadku przyda ci się trener lub doświadczona osoba z ziemi, która wskaże ci twoje asymetrie. Dalsza twoja praca będzie polegała na ich wyeliminowaniu – poprzez ćwiczenia bez konia oraz stałą kontrolę ułożenia swojego ciała w siodle.  Nie jest to łatwe, ale da się (sama przeszłam długą drogę porządkowania poszczególnych części swojego dosiadu, żyjących swoim własnym życiem, a o niektórych z nich stale muszę myśleć i trzymać w ryzach).

Pamiętajmy, że po coś kiedyś ktoś mądrzejszy od nas zapisał jak powinien wyglądać jeździec na koniu, aby prawidłowo na niego oddziaływać. Wielu z nas ma tendencje do pomijania podstawowych, najważniejszych aspektów mimo, że tysiąc razy słyszeliśmy, że bez dobrego dosiadu niemożliwy jest dobry trening. Wreszcie – lubimy „winę” przypisywać koniowi, poszukiwać przyczyny niepowodzeń wszędzie, tylko nie w sobie – taka już nasza ludzka natura, chętniej zajmiemy się „naprawianiem” końskiego ciała – jego mięśniami, rozluźnieniem, kondycją, symetrią – niż swoimi własnymi. Jeżeli więc borykasz się z różnymi kłopotami i nie potrafisz znaleźć ich przyczyny – przyjrzyj się uważnie sobie i swojemu dosiadowi. A potem postanów solidną pracę nad swoim ciałem, a efekty na pewno mile cię zaskoczą. Powodzenia!  🙂

error: Content is protected !!